Wirusy kontra ludzkość
Wirusy kontra ludzkość

 

Jeszcze 11 marca 2020 roku, kiedy WHO ogłosiło stan pandemii, nikt nie spodziewał się, że do dziś powstanie tyle nowych wersji wirusa, które są jeszcze lepiej przystosowane do transmisji wśród ludzi. Wirus odzwierzęcy, jakim jest SARS-CoV-2 cały czas ewoluuje. Aktualnie poszczególne znane nam dotąd mutacje możemy podzielić na:

  • VOI, czyli warianty zainteresowania (Variant of Interest);
  • VOC, czyli warianty budzące obawę (Variant of Concern).

Do najgroźniejszych, wykrytych odmian, określanych jako VOC, należą mutacje Alfa, Beta, Gamma i Delta. Wariantami budzącymi zainteresowanie są Eta, Iota, Kappa, Lambda oraz Mu.[1] Oczywiście nie są to jedyne warianty tego wirusa. Od początku pandemii pojawiło się ich tysiące, jednak niektóre z nich zniknęły, a inne rosną w siłę. Według naukowców nowa mutacja wirusa pojawia się w populacji średnio co 11 dni. W głowach rodzi się pytanie – skąd biorą się kolejne odmiany wirusa?

Mutacje wirusa – co o nich wiemy.

Podstawową cechą wirusów, o której warto pamiętać, jest to, że jest on żywy tylko w komórce - poza nią jest strukturą martwą. W momencie, gdy mamy tego świadomość logiczne staje się, że w interesie wirusa wcale nie jest spowodowanie szybkiej śmierci gospodarza, tylko zapewnienie sobie dostępu do jak największej liczby nowych żywicieli, aby móc się replikować i przetrwać. Mówiąc prościej – bez nas ludzi (żywicieli) wirus (pasożyt) nie jest w stanie przetrwać i ewoluować.

Wirusy używają komórek gospodarza, by się rozmnażać, wprowadzając do nich informację genetyczną ze swojego jądra. W ten sposób komórki reprodukują mnóstwo kopii wirusa (z jednej cząsteczki wirusowej powstaje około biliona kolejnych), jednak podczas kopiowania pojawiają się drobne błędy i każdy z tych błędów zmienia również kod genetyczny wirusa – inaczej mówiąc: mutuje. Ludzki organizm oczywiście staje do walki z groźnym wirusem i wytwarza przeciwciała, próbując w ten sposób zapobiec chorobie. Niestety nie jest to takie proste, ponieważ wirus zmienia swoją osłonę, przekształca zewnętrzne białka i rozwija nowe szczepy, aby nie zostać rozpoznanym przez przeciwciała i komórki odpornościowe.

Zmienny wirus - kłopot z punkt widzenia tworzenia szczepionki i leków.

Za większość zachorowań w Europie opowiadają mutacje, a dostępne obecnie preparaty dopuszczone do użytku (szczepionki BioNTech/Pfizer, AstraZeneca, Moderna i Johnson&Johnson) bazują na pierwotnym koronawirusie z Chin. Obecne szczepionki z pewnością pomogły wyhamować rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, jednak nie wyeliminowały go całkowicie. W przypadku znanych mutacji mamy ochronę przede wszystkim przed ciężkim i śmiertelnym przebiegiem choroby. Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) [7] zapewnia, że zatwierdzone przez FDA szczepionki przeciw COVID-19, chronią zarówno przed najpoważniejszym teraz wariantem Delta, jak i przed innymi znanymi mutacjami. Niestety nikt nie jest w stanie przewidzieć czy aktualne szczepienia będą dalej skuteczne przeciw nieznanym nam jeszcze mutacjom.

Wirus ludzie 1:0?

Niekoniecznie! Szansę na skuteczną obronę przed nowymi wariantami daję nam modyfikowanie obecnych szczepionek, tak by były dostosowane do niebezpiecznych mutacji i mogły być podawane, jako dawki przypominające już przyjętych szczepień. Ponadto koncerny pracują dziś nad szczepionkami multiwalentnymi, działającymi na kilka wariantów wirusa. „Ma to być szczepionka 1.1, lepiej oddziałująca na wirusy, które nauczyły się uciekać przed wakcyną 1.0. To naturalna ewolucja szczepionek, muszą być dostosowane do zmieniających się wersji wirusa, żeby wytworzyła się odpowiednia liczba przeciwciał”.[2]

Czy istnieje jakaś alternatywa szczepionek?

Naukowcy z całego świata prowadzą wyścig z czasem w celu wynalezienia leku na COVID-19. Dotychczas jedynym lekiem covidowym zatwierdzonym przez Europejskie Stowarzyszenie Medyczne (EMA) i Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) jest remdesivir, czyli lek przeciwwirusowy firmy Gilead.[3] Otrzymał on zgodę na zastosowanie w sytuacjach nagłych, tj. w przypadku szybko pogarszającego się stanu zdrowia osoby hospitalizowanej. W 2020 roku badania kliniczne wykazały, iż wspomniany specyfik może skrócić czas hospitalizacji i zmniejszyć nasilenie objawów u osób, które ciężko przechodzą COVID-19. Mimo że remdesivir jest w stanie zablokować mechanizm replikacji wirusa, to eksperci zaznaczają, że nie jest to jednak „lek na koronawirusa”. Nie gwarantuje on bowiem stuprocentowego wyleczenia, ale pomaga znacznie skrócić czas powrotu do zdrowia. Pacjenci, którzy korzystali z remdesiviru, chorowali na Covid-19 średnio cztery dni krócej niż pozostali.

Na chwilę obecną pozostało nam jedynie śledzić dalszy tok badań i z nadzieją czekać na pojawienie się skutecznego preparatu przeciwko COVID-19. Równolegle stale musimy konsekwentnie utrudniać wirusowi pokonanie drogi od człowieka do człowieka. Poza wspomnianymi szczepieniami i potencjalnymi lekami warto na co dzień utrudniać wirusowi możliwość przenoszenia się na kolejnych gospodarzy.

Codzienna ochrona przed wirusem.

Maseczki, środki dezynfekujące i rękawiczki towarzyszą każdemu z nas już od dłuższego czasu. Rzadko kiedy spotyka się osobę, która w swojej torbie czy kieszeni nie miałaby tych środków ochrony osobistej. Świadomość o ochronie, jaką dają nam wyżej wymienione rzeczy, jest duża, jednak wciąż zbyt mało osób wie o jednym z najskuteczniejszych środków ochrony, jakim są lampy UV-C. Wirusobójcze i bakteriobójcze lampy wykorzystujące promieniowanie UV-C już w kilka sekund dezaktywują (zabijają) wszelkie wirusy i bakterie, w tym SARS-COV-2, który powoduje chorobę Covid-19. Nie jest to żadna nowa technologia, powstała na potrzeby walki z pandemia - efekt działania promieniowania UV-C na drobnoustroje jest znany od wielu lat i czynnie wykorzystywany w procesach sterylizacji i dezynfekcji w wielu dziedzinach życia. Z biobójczych lamp korzystają m.in. placówki medyczne i laboratoria. Ze względu na pandemie spora część osób zdecydowała się też na wykorzystywanie lamp UV-C na własne prywatne potrzeby, do dezynfekcji pomieszczeń w domu czy biurze.

Warto mieć na uwadze, że wirusobójcze i bakteriobójcze lampy UV-C występują w trzech typach:

  • Lampy bezpośredniego naświetlania – służą do dezynfekowania powierzchni i przedmiotów. Świetlówka UV-C jest w nich odsłonięta, więc muszą pracować w pomieszczeniach bez obecności człowieka i zwierząt.
  • Lampy przepływowe – służą do sterylizacji powietrza i wody. Promiennik zamknięty jest w obudowie, przez co dezynfekcja może odbywać się w obecności ludzi i zwierząt.
  • Lampy dwufunkcyjne – pracują jednocześnie w trybie przepływowym i naświetlającym (posiadają dodatkowy promiennik).

Zawsze warto zabezpieczać się i chronić swoje zdrowie na wszelkie dostępne sposoby. W obecnej sytuacji regularne mycie rąk, zachowywanie dystansu społecznego i zasłanianie ust i nosa może okazać się niewystarczające. Bądźmy odpowiedzialni i korzystajmy ze wszelkich możliwych sposobów na ochronę siebie i swoich bliskich.

 

[1] https://upacjenta.pl/poradnik/warianty-covid-19-ktore-z-nich-sa-w-polsce

[2] https://www.gazetaprawna.pl/magazyn-na-weekend/artykuly/8148020,czy-pojawi-sie-mutacja-ktora-bedzie-od-razu-zabijac-byc-moze-wywiad.html

[3] https://diag.pl/pacjent/lek-na-covid-19-coraz-blizej-te-preparaty-moga-byc-skuteczne/

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl